Matka blogerka na macierzyńskim streszcza życie i czyta kolejną książkę


KIEDY NIEMOWLĘ SPI
Mały Człowiek od czterdziestu minut wtula się we mnie owinięty miękką, błękitną chustą. Śpi snem sprawiedliwego miarowo oddychając. Cudny widok. 
Za drzwiami pokoju słychać gwar - świętujemy urodziny mamy mego Męża. Lubię rodzinę i chętnie dołączyłabym do gawiedzi, jednak pragnę, żeby dziecię miało porządną drzemkę więc chodzę po pokoju i korzystam z chwili dla siebie. I piszę!!!


NIE TAK MIAŁO BYĆ
Jak widzisz, Czytelniczko i Czytelniku, mój blog o macierzyństwie utknął na etapie porodu. Coś kiepska ze mnie blogerka. Przez ponad pół roku spadał na liście moich priorytetów coraz niżej. Codzienność z maluchem, życie rodzinne, powrót do wspólnoty i grupy hobbystycznej oraz odsypianie zarwanych nocy - to wszystko wypełnia mi dzień za dniem, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem.
Przyznam szczerze, że nie tak to sobie wyobrażałam. W czasie ciąży namalowałam w głowie utopijny obraz macierzyństwa, a jego barwy podsycało czytanie blogów parentingowych i postów matek, które wychowując niemowlę dbają o jego wszechstronny rozwój od pierwszych chwil, gotują zdrowo, prowadzą biznesy, piszą artykuły, zarządzają aktywnie fejsbukami i instagramami. I jeszcze odpalają lajwy.


CO ZE MNĄ NIE TAK?
Czy tylko ja jestem takim nieogarem, że od pół roku milczę na blogu choć chciałabym powiedzieć tak wiele?

Nie.

Po prostu moje życie przebiega inaczej niż pierwotne wyobrażenia i ważne są dla mnie inne rzeczy niż zakładałam, że będą. Po prostu przeczytanie szeregu książek o wychowaniu i rozwoju dziecka wcale nie oznacza, że jest się przygotowanym do roli rodzica i wszystkiego, co ona z sobą niesie. Mnie się WYDAWAŁO, że jestem. Nie byłam i WSZYSTKIEGO uczę się od podstaw, a to zajmuje sporo czasu. Po prostu Mały Człowiek ma swoje tempo i swoje ograniczenia i choćbym zaklinała rzeczywistość to pewnych rzeczy nie przeskoczę.

Po co jednak o tym piszę i skąd tak nagły odzew po sześciu miesiącach ciszy?


KSIĄŻKA, KTÓRA MOTYWUJE
Zmotywowała mnie lektura pierwszej w moim księgozbiorze pozycji o macierzyństwie, która nie podaje jedynej słusznej prawdy o wychowaniu ani nie przedstawia gotowych recept na to czy tamto gwarantując pasmo sukcesów i poczucie zwycięstwa.
Książka nosi tytuł "Szkoła macierzyństwa" i została wydana przez Wydawnictwo W drodze. Jej autorka - Magdalena Wegner-Jezierska - jest doktorem nauk humanistycznych, psychologiem i mediatorem rodzinnym/doktorką, psycholożką i mediatorką (niepotrzebne skreślić) oraz mamą pięciorga dzieci. I pisze jak to jest być mamą w domu - pięknie, ale i ciężko. Czasem bardzo ciężko. Porównuje prowadzenie domu i opiekę nad dzieckiem/dziećmi do prowadzenia własnego biznesu, co bardzo mi się podoba, i nazywa szereg umiejętności, jakie nabywa mama po drodze oraz wskazuje te, które rozwija, żeby wszystko działało najlepiej jak może. To zestawienie otworzyło mi oczy, podniosło na duchu i pozwoliło inaczej spojrzeć na siebie samą, moją rolę i moje oraz nasze życie.
Autorka proponuje też stworzenie biznesplanu mamy domowej, zapisanie w nim tego, co mama zrobić musi, co zrobić powinna i co zrobić chce, choć nie jest pilne, i pokazuje przykłady jak taki plan zbudować.
Mnie osobiście dotknęła potrzeba planowania odpoczynku, relaksu oraz własnych celów. Niby wiem, że to jest ważne i mądre, tylko ciągle nie potrafię ustawić sobie tygodnia tak, żeby o to regularnie dbać.
Zastanowiłam się nad tym co pochłania mój czas i stwierdziłam, że na codzień zajmuję się tym, czym muszę, czym powinnam, tym, czego oczekują inni, tym, czego w sumie nie muszę, ale lubię i jak nie zrobię to nikt nie zrobi i przez to czegoś nie będzie oraz tym, co w sumie dobrze byłoby zrobić, bo inaczej będą zaległości na przyszłość. A pisanie na bloga jest tym, co nie mieści się w żadnej z powyższych kategorii choć mnie relaksuje, lubię to i przy okazji mam w gratisie radość, gdy pojawiają się komentarze i maile. Dlaczego zatem o to nie dbam?!


I PO CO TO WSZYSTKO? 
I stąd ten post. Dla mnie, by znów zatrzymać na chwilę czas i dla Was, żeby dać znać, że jestem i nie zarzuciłam pisania.


Ps. Mały Człowiek nie drzemał tak długo, jak długo trwało pisanie tego posta;)
Kończę parę godzin później, gdy zmorzył go już sen nocny, a mnie nie zamykają się jeszcze oczy mimo pobudki o 5:00.

Ps2. Pozdrowienia dla Czytelniczki Karoliny!! Mam nadzieję, że warto było czekać;)


Komentarze

  1. Dlaczego dopiero zauważyłam Twój nowy wpis?!
    Niedobra, nieuważna Czytelniczka ze mnie ;)
    Dziękuję za artykuł oraz pozdrowienia, bardzo mi miło :) Na pewno nie raz do niego wrócę, jak do tego poprzedniego, który przez długi czas był ostatnim. Aczkolwiek to nie jest żaden wyrzut- absolutnie Cię rozumiem i szanuję priorytety :) Na wpis warto było czekać, ale to nic nowego. Odkąd tu jestem dużo czerpie z Twoich doświadczeń, obserwacji i wniosków. Naprawdę się cieszę, że artykuły jest i wstyd mi, że dopiero go widzę. Mam jednak konkretne usprawiedliwienie, bo akurat pod koniec marca wylądowałam w szpitalu... Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. A, no i jeszcze jedna ważna informacja- rodzina nam się powiększy!! Skończyliśmy pierwszy trymestr i nareszcie mogę cieszyć się macierzyństwem wiedząc, że największe ryzyko poronienia już za nami, co za ulga! :)
    Zakończę chyba pozytywną konkluzja- w związku z pobytem w szpitalu i ciążą, jestem na zwolnieniu lekarskim. To oznacza droga Autorko, że będę mieć dużo wolnego czasu, który wykorzystam m.in.wpadając tutaj z komentarzem :) żeby Cie pozytywnie zmotywować, ale nie wywierać presję. Tego nie chce robić.
    Do usłyszenia, mam nadzieję niedługo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Karolina!!!! GRATULUJĘ!!!!!!! Bardzo się cieszę i czekam na kolejne wiesci o Maluszku!!! I motywuj, motywuj proszę!!! Tematów bez liku tylko jeszcze nie potrafię się porządnie zorganizować:)
      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń

Publikowanie komentarza

Zapraszam Cię do dzielenia się wszystkim, cokolwiek przychodzi Ci do głowy czytając to, co napisałam.

Najczęściej czytane

Nowe odkrycie - mutacja genu PAI-1

Mutacja genu MTHFR a poronienia - nowe fakty

Jestem mamą! Pomimo trzech poronień i polimorfizmów w genach MTHFR i PAI-1