Małowodzie i hipotrofia jednak nas nie dotyczą


Weekend minął i już po pobycie w szpitalu.

Waga dziecka w 36 tygodniu równa 2150 gramów to dość mało choć nadal w granicach normy. Pozostawiona na obserwacji w kierunku małowodzia i hipotrofii płodu czekałam na poniedziałek, kiedy po raz kolejny ktoś mnie zbada i sprawdzi, co się zmieniło.

Sam pobyt w szpitalu minął błyskawicznie - sen, temperatura, KTG, jedzenie, odwiedziny, czytanie książki, internety, pisanie posta i tak w kółko. Oprócz morfologii i CPR nie robiono mi w weekend żadnych dodatkowych badań.

Tym razem nie nawiązywałam bliższej znajomości ze współtowarzyszkami w sali, które znały się spoza szpitala i omawiały szereg tematów we dwie. Zagadnięta odpowiadałam chętnie, jednak sama nie wywoływałam żadnych tematów. Tym bardziej, że jak wywnioskowałam z zasłyszanych rozmów, dość znacznie różniłyśmy się w podejściu w życia, do wychowywania dzieci, do samego porodu. I gdyby nie to, że jestem już dość oczytana,  a po szkole rodzenia też w miarę psychicznie przygotowana i przekonana do porodu siłami natury - to na bank zrobiłabym wszystko, by mieć cesarskie cięcie. Usłyszałam tyle mrożących krew w żyłach historii o porodach, określeń kobiet, które "upierają się na naturalny poród", że łatwo byłoby mnie zniechęcić, gdybym nie była pewna swojego. Oczywiście życie zweryfikuje czy moje pragnienie się ziści i na to też jestem psychicznie gotowa.

Jedzenie szpitalne tym razem było podłe. Dosłownie. Nie należę do wymagających pod tym względem. Ale dwie kromki białego chleba, kawałeczek masła i dwa krążki mielonki wieprzowej wymiennie z ugotowanym jajkiem lub wyrobem seropodobnym to nie jest śniadanie, po którym człowiek będzie czuł się zdrowo nasycony. Poza tym właściwie nic z tych propozycji nie mogłam konsumować (bo dieta bezmleczna, bezglutenowa i jeszcze z nietolerancją na wieprzowinę, drożdże i jajka), a szpital nie uwzględniał alergii i nietolerancji. Więc małżonek przywiózł mi siatkę z odpowiednią zawartością, a koleżanki dostarczyły w sobotę super danie z wegańskiego bistro.
Obiady - podobnie bez szału - cienkie zupy, których też nie mogłam tknąć, bo miały śmietanę albo makaron, rozgotowane, wodniste ziemniaki, mięso (panierka ze schabowym albo kulka wieprzowa) i łyżeczka buraczków albo fasolki szparagowej. Na tego zrazika się skusiłam i to był wielki błąd, bo potem czułam jak mi jeździ coś po brzuchu i przestac nie chce. W kwestii odżywiania polskie szpitale mają jeszcze wieeeeeele do zrobienia.

Dwa razy dziennie (piąta i siedemnasta) miałam KTG - za każdym razem zapis był bez skurczy, raz, jak orzekła pani położna, wzorcowy jak z podręcznika medycyny. Tylko ta piąta rano na pobudkę to zabójcza godzina:)

Na oddziale cicho i spokojnie - po jednej położnej i jednym lekarzu na dyżur, mało przyjęć, żadnych nocnych "akcji". Dopiero w poniedziałek na obchodzie porannym pojawiła się grupa 9 osób pod wodzą młodego lekarza. Po obchodzie każda z nas została zaproszona na badanie. Tu lekarz potwierdził rozwarcie na dwa palce, potwierdził, że jest mniej wód, ale wystarczająco. Tym razem wg pomiarów USG młody "wyszedł" na 2570 gramów. W porównaniu z wynikiem z piątku to dla mnie spora różnica. Jadłam, co prawda i piłam w weekend na potęgę, ale żeby aż tak? :)
Generalnie "szef" stwierdził, że ma podstawy, żeby mnie trzymać w szpitalu na obserwacji i dalej robić KTG dwa razy dziennie, ale jeśli chcę mogę wyjść do domu pod warunkiem bacznego obserwowania ruchów dziecka, picia dużej ilości wody i natychmiastowego przyjazdu, gdyby mnie coś niepokoiło. Plus sprawdzania KTG raz na tydzień. I z tej opcji postanowiłam skorzystać, bo ileż można leżeć?

Na pożegnanie pogratulowałam fantastycznej załogi szpitala, bo była niezwykle miła i życzliwa.

Fantastycznie zareagował też mój lekarz prowadzący, notabene mający dyżury także w tym szpitalu, bo po moich smsach o sytuacji natychmiast zadzwonił, wypytał o szczegóły, powiedział coś od siebie i umówiliśmy się na kontrolę we wtorek, bo chciał sam mnie zbadać i porównać rozwój małego od ostatniej wizyty.
Tak też zrobiliśmy - stawiliśmy się we wtorek na konsultacji i usłyszeliśmy słowa uspokojenia, że młody wyrósł proporcjonalnie od ostatniej wizyty w gabinecie, że wody są OK, rozwarcie owszem, ale to nie oznacza, że zaraz urodzę, chociaż mam być czujna, bo do 40. tygodnia nie dotrwamy. Zalecił odstawić Duphaston, dwa razy dziennie (o 10:00 i 20:00) mierzyć ciśnienie i w razie wyniku około 130 natychmiast się z nim kontaktować. Spotykamy się znów w poniedziałek z wynikami morfologii, moczu, CRP i fibrynogenu i tak już do rozwiązania częstotliwość wizyt równać się będzie raz na tydzień. 

Po wyjściu z gabinetu próbowaliśmy się z M. doliczyć ile razy od stycznia miałam robione USG. Na karcie ciąży są trzy rubryki na to badanie. Ja miałam więcej w ciągu jednego miesiąca. Pozostaje mi żyć nadzieją, że nie jest to bardzo szkodliwe dla dziecka.

W domu kończymy powoli przygotowania. Mąż maluje pokój dla syna, a dzięki wsparciu swej mamy, która uwielbia takie robótki i gipsuje, wygładza ściany, zabezpiecza okna i listwy, praca idzie szybciej. A dodatkowo przyjeżdża z pysznymi zupkami i deserkami:) Złota, kochana kobieta. W międzyczasie przestawiamy meble w pomieszczeniach, żeby było jeszcze ergonomiczniej. Znaczy M. przestawia, a ja doradzam gdzie:)
I tak mija urlop, który pierwotnie planował się w górach na leżakach. Na szczęście udało się przenieść bezkosztowo rezerwację pokoju na wiosnę i czeka nas miły odpoczynek w maju już w trójeczkę.

I tak, z perspektywy kanapy, żeby spokojnie doczekać końca 37 tygodnia, powoli żyję myślą, że za chwilę WSZYSTKO się zmieni.

Komentarze

  1. Twója historia pokazuje ze warto walczyć mimo wszystko i byc dobrej myśli! Czytam twoja historię w kółko by sie nie zamartwiac ...i mieć siłę jak ty! *tak jak pisałam Ci w e-mailu!!😘

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytając twój blog o twoja historie wiem ze warto walczyć! I być silnym jak ty..czytam go wtedy gdy mi źle żeby przypominać sobie że będzie dobrze i że uda się jak Tobie! ..pisalam o tym w e-mailu pozdrawiam Paulina

    OdpowiedzUsuń
  3. Paulina, bardzo Ci dziękuję! Na drugiego maila wkrótce też odpowiem:)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Zapraszam Cię do dzielenia się wszystkim, cokolwiek przychodzi Ci do głowy czytając to, co napisałam.

Najczęściej czytane

Nowe odkrycie - mutacja genu PAI-1

Mutacja genu MTHFR a poronienia - nowe fakty

Jestem mamą! Pomimo trzech poronień i polimorfizmów w genach MTHFR i PAI-1