Pierwsza wizyta ciążowa i "domek bez mieszkańca"

No i po co było tak zapisywać te pytania do lekarza?
Trzeba było dalej guglać i wszystko byłoby jasne, bez pozostawienia po sobie wrażenia, że jestem nadpobudliwą, przewrażliwioną laską, która ma jakiegoś dziwnego stresa długo, dłuuuuuugo przed tym, kiedy go powinna mieć.
I do tego wyłudzaczką. 
Ale po kolei. 

Wizyta u ginekologa. Umówiona już wcześniej, kiedy byłam na etapie sprawdzania czy ze mną wszystko w porządku, bo starania o poczęcie były bezskuteczne.
Mój małżonek siedzi w poczekalni z wypiekami na twarzy. Godzina opóźnienia.
W końcu wchodzę i od progu opowiadam, że przybywam sprawdzić czy 3 testy i badania krwi nie kłamią (to akurat miał być żart i wyszedł na szczęście, pan doktor się zaiste uśmiechnął i odrzekł – ”no to ściągać majtole”). 
A, gabinet z toaletą, w której jest nawet bidet, specjalne spódniczki i foliowe ochraniacze na buty. Można się "przygotować", co w przypadku, kiedy przychodzi się tuż po pracy, ma istotne znaczenie. Pełna kultura. 

Robimy USG. Jest "6 milimetrowy domek, jeszcze bez mieszkańca" mówi beznamiętnie lekarz. Faktycznie, na ekranie widzę maluśki pęcherzyk, jednak sposób, w jaki lekarz to powiedział wzbudził we mnie jakieś takie dziwne do nazwania, ale nieprzyjemne uczucie. 

Kiedy zaczęłam zadawać pytania o to, jak na przykład na rozwój ciąży na tym etapie wpływa praca z zarwanymi nocami czy śpiewanie z celową pracą przepony miałam wrażenie, że nudzę lekarza. Ostatecznie skwitował wszystko jednym zdaniem: "ciąża to nie choroba". 
Tyle to ja wiem. Tylko uważam, że ciąża, nowe życie, to wielki dar, o który trzeba szczególnie dbać. Oczywiście, bez stresu i paniki, ale jednak świadomość szkodliwości pewnych zachowań obniża ryzyko ich występowania. Przynajmniej w moim mniemaniu. Rozumiem lekarza – ma takich babek jak ja na pęczki każdego dnia, więc co się ma przejmować kolejną, która cieszy się, że zaszła w ciążę. Dla mnie jednak ten stan jest absolutnym błogosławieństwem po okresie oczekiwania, stąd pewnie to dziwne uczucie po różnych komentarzach pana doktora.

Lekarz, w międzyczasie klikania w klawiaturę, wykonał telefon na recepcję. Dałabym sobie rękę obciąć, że usłyszałam: „USG wczesnej ciąży i badanie krwi”. Więc po wyjściu z gabinetu udałam się do zabiegowego na owe badanie krwi (co wydało mi się logiczne). Pani jednak zdziwiona odesłała mnie na recepcję, tam kolejna pani, równie zdziwiona, co zniecierpliwiona powiedziała, że nie widzi takiego zlecenia. W końcu zadzwoniła do lekarza, popatrzyła na mnie, odłożyła słuchawkę i powiedziała „nie ma żadnego badania, ma pani wizytę dziewiętnastego”. „Achaaa…” – tyle byłam w stanie odrzec. Zatem ubraliśmy się i opuściliśmy lokal.

I straciłabym rękę.

Komentarze

Najczęściej czytane

Nowe odkrycie - mutacja genu PAI-1

Mutacja genu MTHFR a poronienia - nowe fakty

Jestem mamą! Pomimo trzech poronień i polimorfizmów w genach MTHFR i PAI-1